3 grudnia 2015 o godz. 19:00 w AKK Zemsta odbyło się spotkanie z
Tymoteuszem Onyszkiewiczem - poetą, filozofem i anarchistą aktywnym od
lat 80. Jest on autorem dwóch książek w pewnym sensie wspominkowych, ale
też dających impuls do dalszego działania: „Czas: anarchia, tryb:
rewolucja Wspomnienia warszawskiego anarchisty 1989 – 1991” oraz „Opary
anarchii, łzy rewolucji. Warszawski anarchista krąży wokół Antyszczytu
2004”. Dyskusję moderował Maciej Hojak, działacz poznańskiej Federacji
Anarchistycznej i wydawca (Bractwo Trojka). Przeszłość była tu jednak
zaledwie wstępem i tłem do analiz obecnej sytuacji ruchów społecznych, a
także anarchizmu jako takiego. Książki Tymoteusza Onyszkiewicza można
nabyć zarówno w wydawnictwie Bractwo Trojka, jak i w AKK Zemsta.
Obie pozycje, jak zaznaczył sam autor, to zaledwie przyczynek do
dyskusji. Pierwsza książka ma aurę optymistyczną, w pewnym sensie daje
nadzieję. Druga tę nadzieję – zdaniem Onyszkiewicza - odbiera, zadając
pytanie: dlaczego minął rewolucyjny zapał i co się stało z ludźmi? W tym
sensie „Łzy anarchii...” są konsekwencją „Czasu: anarchii...”.
Jak
zauważył Maciej Hojak, ruch anarchistyczny w Warszawie i Poznaniu w
tych samych latach wyglądał i rozwijał się odmiennie. Książki
Onyszkiewicza są więc dla Poznaniaków tym ważniejsze, że ukazują nam
smaki i zapachy i odczucia wspólne dla warszawskich anarchistów, u nas w
większości nieznane, a przez to ciekawe. Tym to istotniejsze, iż część
czytelników nie zna opisywanych czasów, osób i zdarzeń. Dla nich liczy
się, by książki były po prostu dobrą literaturą. Można powiedzieć, że
książki Onyszkiewicza spełniają to oczekiwanie, oddając smaki, zapachy,
koloryt. Kluczowymi stwierdzeniami są subiektywizm (wspomnienia) i
krążenie (opary). W pewnym sensie jest to uniwersalny obraz człowieka
zaangażowanego w tamtych latach. Jest tu też uniwersalne dla
anarchistów wyobcowanie wobec sytuacji i ludzi, z którymi się je
współtworzy. Jak stwierdził Onyszkiewicz, być może jest tak, że ludzie
pragnący zmian społecznych i wolności muszą być neurotykami.
Inna
sprawa, że anarchistyczna Warszawa przyciągała zarówno postaci co
najmniej szemrane, jak i niezmiernie ciekawe i wybitne. Nie było mediów
społecznościowych, a wymiana informacji odbywała się poprzez ulotki,
plakaty, czasem rozmowy telefoniczne. Wiadomo było, że ekipę można było
spotkać na Krakowskim Przedmieściu i że na tzw. pierwszy dzień wiosny
zawsze będzie zadyma. Władza próbowała skanalizować ten ferment i
wymyśliła „alternatywne” imprezy na Agrykoli. Była to w pewnym momencie
podstawowa oś konfliktu między nią, a anarchistami.
Przełom lat
80. i 90. również w Poznaniu odznaczał się niezwykłym fermentem. To był
spontan – mówi Maciej Hojak. Bez fejsbuka można było łatwo zorientować
się, co i gdzie się dzieje, miało się przy tym wrażenie wpływu na
historię jako zwykła, trochę zagubiona jednostka.
Tym
boleśniejszym rozczarowaniem mógł się wydawać Antyszczyt 2004, na który
nie przyjechali aktywiści z Zachodu i który w zasadzie nic nie
przyniósł. Zmobilizował jednak ludzi i obudził uśpioną energię, która
trzeba umieć zagospodarować. Zwrócił uwagę, że silnik lat 80. -
kontrkultura – był może nie tyle błędem, co czymś niewystarczającym.
Podstawową sprawą stał się protest społeczny.
W Poznaniu połowy
lat 90. główną falą i siłą ruchu byli młodzi ludzie. Chcieli oni zmian
społecznych i uważali oparcie na kontrkulturze za błąd. Chciano czegoś
trwałego, a nie błysku i wygaśnięcia. W Warszawie aktywność ruchu w
pewnym momencie (po 2004) przesunęła się niemal całkowicie do klubów.
Tam organizowało się też środowisko queerowe, które zawsze istniało, ale
jednak nie miało ambicji bycia masowym i centralnym również dla
anarchistów. Polityka tożsamości powróciła i ponownie zdominowała ruch.
Warszawa zawsze miała zresztą – mówił Onyszkiewicz – kompleks Poznania, a
konkretnie Rozbratu - bazy istniejącej nieprzerwanie od ponad 20 lat.
Powolne wychodzenie z marazmu zaczęło się – zdaniem Onyszkiewicza –
dopiero po 2010 roku, wraz z ruchami wokół Elby, Syreny, Przychodni.
Nadal jednak pozostaje pytanie: dlaczego zniknęli ci wszyscy ludzie,
którzy zaktywizowali się przy okazji Antyszczytu?
Tymoteusz
Onyszkiewicz również uległ „knajpianemu anarchizmowi”, dziś jednak
patrzy na to krytycznie. Ruchy rewolucyjne – mówi – nie mogą alienować
się od problemów społecznych. Kto jest ich bazą i odbiorcą? Na to
pytanie nie ma jednej odpowiedzi. Jak trafić do bohemy, a jednocześnie
masowego odbiorcy? Może poprzez studentów? Kiedy ludzie zaktywizują się
wokół problemów prekariatu czy smogu zamiast masowo ulegać manipulacji i
paranoidalnym wizjom rzeczywistości?
Anarchiści często mówią, że
trzeba analizować, edukować i pracować u podstaw. Narodowcy jednak nie
czekali. Wypracowywali grunt, łagodzili spory, wypracowywali symbolikę. W
środowiskach wolnościowych w tym samym czasie zapanował kult tzw.
dobrego samopoczucia i celebracji samego siebie. Jak twierdzą Hojak i
Onyszkiewicz, wyjściem z tej ślepej uliczki jest wypracowanie wspólnego
programu (płaszczyzny ideowej) i pewnego rodzaju wspólnoty, tak by
ludzie mogli się do czegoś odnieść.
Główną motywacją przy
powstawaniu obu książek było zatrzymanie w kadrze tego, co wartościowe i
ciekawe. Te wydawnictwa miały poprzez przeszłość zaktywizować
teraźniejszość. Tak naprawdę, bowiem ruch zawsze był częściowo
kontrkulturowy, a częściowo społeczny, najczęściej natomiast obie części
się uzupełniały (np. protest Tama Tamie w Czorsztynie). Ludzi
ogniskowały często sprawy beznadziejne, wymagające swego rodzaju
heroizmu, ale też napędzane mitem - choćby to był sorelowski mit strajku
generalnego. Zawsze było w tym coś trwałego i coś efemerycznego.
Ważne
jest, bowiem nie miejsce, ale ludzie je tworzący. Bez budowania
struktur wspólnoty i wsparcia niewiele zdziałamy, nawet gdy będziemy
mieli i po kilkadziesiąt „swoich” miejsc, które nie będą jednak ze sobą
współpracowały. Tymczasem z tymi podstawami nie jest za dobrze. Górę
biorą personalne spory i potrzeba „dobrego samopoczucia”. W rezultacie
kwestionuje się nawet Inicjatywę Pracowniczą, która mogłaby być czymś
dla ruchu spajającym. Tymczasem wzięcie odpowiedzialności za tysiące
lokatorów i pracowników, zamiast skupienia na sobie, to krok daleko
większy i wymaga on samodyscypliny. Także Rozbrat mógł powstać i trwać
tylko dzięki autodeterminacji.
A jednak – zdaniem Onyszkiewicza –
ta narracja nie zwyciężyła. Dla młodych ludzi główną przeciwwagą dla
neoliberalizmu często jest właśnie skrajna prawica, a nie jakiekolwiek
lewicowe czy wolnościowe ruchy społeczne. W małych miejscowościach są
pojedynczy ludzi, w dużych – bunt skanalizowały m. in. marsze wyzwolenia
konopi. Tymczasem wkurzenie, również w masowych mediach, reprezentują
ruchu prawicowe, neofaszystowskie i faszyzujące, mamiąc ludzi
obietnicami siły, dobrobytu i bezpieczeństwa. Czy chodzi jednak tylko o
propagandowe kalki i obecność w mediach? Jak przekłada się to na
budowanie struktur, które często zanikają, gdy ludzie opuszczają
rodzinne strony?
Maciej Hojak nie patrzy tak krytycznie. Krytyka
– mówi – pozwala dostrzec, gdzie się aktualnie znajdujemy. W tym jest
nadzieja na zmianę. Ludzie są, powstają nowe struktury, niedawno miało
miejsce spotkanie Wolnościowej Sieci Regionalnej . Ponadto do ruchu
przyciągają inicjatywy zarówno znane od lat – np. Jedzenie Zamiast Bomb,
jak i świeże – np. Freedom Fighters. Ludzie mają pomysły i energię,
czasem trzeba im pomóc w pierwszych działaniach, ale rozwijają struktury
i włączają się w szersze walki społeczne. Taką konkluzją zakończyło się
omawiane spotkanie. |